Nieznane prace Choynowskiego
w „Kwadrydze”!

Data publikacji aktualności: 2013-01-25

Przemysław Pawlak

 

Mieczysław Choynowski - zapomniany twórca skali pamięci

 

Przeprowadźmy krótki wywód logiczny.

Współczesne nastolatki dojrzewają w przekonaniu, że świat opisano w Wikipedii. Cały.

Albo niemal cały, bo jakaś część jest w postach na Facebook’u.

A żeby się do tego świata dostać, trzeba wpisać hasło w okienko wyszukiwarki Google.

Zatem jeśli kogoś nie ma w Wikipedii, Facebook’u, ani w Google, to znaczy, że nie istnieje i nigdy nie istniał. Czyli śmiało możemy stwierdzić, że Mieczysław Choynowski nie istniał.

No, prawie. Jest parę poszlak wskazujących, że mógł jednak być taki KTOŚ.

 

Pod hasłem Order Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej odnajdujemy notkę, że Krzyżem Oficerskim tego orderu odznaczony został Mieczysław Choynowski (Postanowienie Prezydenta RP z 23 listopada 1998). Za co? Za jakie zasługi? Kliknięcie w nazwisko nie pomaga – pustka, biogramu brak. Ponieważ Order Zasługi RP jest nadawany cudzoziemcom i zamieszkałym za granicą obywatelom polskim, którzy swoją działalnością wnieśli wybitny wkład we współpracę międzynarodową oraz współpracę łączącą Rzeczpospolitą Polską z innymi państwami i narodami, domyślamy się, że Choynowski był emigrantem.

 

Kolejny trop prowadzi do skali stenowej (od ang. standard ten). To skala testu psychologicznego znormalizowana tak, aby średnia w populacji wynosiła 5,5, a odchylenie standardowe 2. Tabela z procentami powierzchni pod krzywą normalną, odpowiadającymi poszczególnym stenom zaczerpnięta jest – co wiemy z przypisu – z pracy Choynowskiego: Opracowanie zestawu testów dla prognozy powodzenia w podoficerskich szkołach Milicji Obywatelskiej. Wrocław: Ossolineum, 1966. Czyli był psychologiem, autorem specjalistycznych podręczników używanych w PRL.

 

Odrobinę wiadomości znajdujemy w encyklopedia.wp.pl: Choynowski Mieczysław, 1909–2001, psycholog, filozof, naukoznawca; od 1972 w Meksyku; zajmuje się gł. metodologią nauk psychol.; zał. i kier. Pracowni Psychometrycznej PAN (1959–69).

 

Mentor Lema

 

Pozornie już wiemy, w jakim kręgu i w jakich czasach umieścić tę postać. Wyłania się myśliciel, naukowiec, który poświęcił życie sprawom niezrozumiałym dla ogromnej większości ludzi. Ale czy tylko takim? Skoro założył i kierował zorganizowaną jednostką Polskiej Akademii Nauk, był prawdopodobnie wybitnym przedstawicielem swojego pokolenia. Potwierdza te podejrzenia inny nietuzinkowy Polak - Stanisław Lem, który wspomnienie o Mieczysławie Choynowskim opublikował 9 grudnia 2001 w „Tygodniku Powszechnym” (nr 49): W ostatnim roku medycznych studiów w sowieckim już Lwowie usilnie i beznadziejnie pisałem rzecz pod tytułem „Teoria funkcji mózgu”. Bezpośrednio po repatriacji, w Krakowie, szukając autorytetu, który by ocenił wartość mego tekstu, trafiłem, nie pamiętam już przez kogo skierowany, do doktora Mieczysława Choynowskiego. Choynowski wychował mnie, albowiem tak przestawił zwrotnice mojego umysłowego rozwoju, że nie uległem czerwonej paranoi i w mojej pamięci pozostanie on do końca mych dni jako człowiek obcy jakimkolwiek kompromisom. Nie wiem, czy można coś świetniejszego powiedzieć o losie jednostki w państwie umysłowego terroru. Trudno o wspanialszy wyraz uznania. Jeśli nasz bohater cechował się takim uporem a równocześnie głodem wiedzy i doświadczeń, to może kryje się w tej biografii drugie dno? Warto w tym miejscu dodać, że w 1946. Mieczysław Choynowski był też redaktorem – powołał do życia miesięcznik „Życie Nauki”, wydawany najpierw w Krakowie, później do 1953 w Warszawie.

 

Wspomnianą Teorię pracy mózgu doktor Choynowski zmiażdżył w ramach prowadzonego przez siebie w pierwszych latach powojennych Konwersatorium Naukoznawczego Towarzystwa Asystentów Uniwersytetu Jagiellońskiego. Ale to Choynowski odkrył przed Lemem literaturę z dziedziny cybernetyki. Lubił czytać. Dzięki temu stał się intelektualnym mentorem twórcy Solaris, a Lem - po latach - najpoczytniejszym i najczęściej tłumaczonym polskim pisarzem.

 

W rozmowie z Tomaszem Fiałkowskim Świat na krawędzi Stanisław Lem tak charakteryzował swojego nauczyciela: Choynowski, nakręcony dziką sprężyną umiejętności organizacyjnych, zwracał się do uniwersytetów amerykańskich i kanadyjskich, żeby nas intelektualnie ratowały, bo jesteśmy po okupacji straszliwie wyposzczeni. Książki wkrótce zaczęły napływać. (...) był to weredyk i człowiek energiczny. Miał też energiczną matkę, która niejako matkowała całemu naszemu Konwersatorium, bo odbywało się ono w ich prywatnym mieszkaniu. Nasze kontakty trwały i później: mam tutaj książkę angielską o podróżach międzyplanetarnych, prezent ślubny, jaki dostaliśmy od Choynowskiego w 1953 roku, z dedykacją: Młodej parze na podróż poślubną między planetami (...) [W powyższym portrecie Lem wyeksponował prawdę i energię. Ciekawe, na co jeszcze Mieczysław Choynowski tę energię w swym długim, 92-letnim życiu spożytkował.] Choynowski trafił jako psycholog do szpitala psychiatrycznego w Kobierzynie. Jakiś czas tam się męczył. Był rzeczywiście strasznym weredykiem. Pamiętam, jak przedstawiciel marksistowskiej psychologii profesor Tomaszewski wygłosił odczyt, po czym zapytano, kto się zgłasza do dyskusji. Po krótkiej chwili wstał Choynowski i powiedział: „Wszystko, co zostało dotąd powiedziane, jest kompletnym nonsensem od pierwszego do ostatniego słowa”. Zapanowało powszechne zdrętwienie, ale nic mu nie zrobiono, chociaż wtedy słowa takie brzmiały nadzwyczaj obrazoburczo.

 

W internetowej Encyklopedii PWN Choynowski jest tylko jeden – Piotr, autor popularnych w XXleciu międzywojennym powieści, można powiedzieć – kontynuator stylu Sienkiewicza.

 

Pionier psychologii klinicznej i psychometrii

 

Kobierzyn to wieś przyłączona w 1941 do Krakowa, w której od 1917 działał Krajowy Zakład dla Umysłowo Chorych, obecnie jako Szpital Specjalistyczny im. dr. Józefa Babińskiego SP ZOZ w Krakowie. Choynowski musiał się tam nie tylko męczyć, skoro w 1950 wespół ze słynnym psychiatrą Antonim Kępińskim zorganizował pierwszą polską pracownię psychologiczną. Zespół psychologów i psychiatrów, wyposażony świetnie w literaturę fachową z całego świata, opracowywał nowe oraz adaptował do polskich warunków zagraniczne testy psychologiczne. A były to czasy sprzed powstania uniwersyteckich katedr i zakładów psychologii klinicznej, neuropsychologii, gdy dopiero zaczynała się wyodrębniać ta dziedzina nauki.

 

Odwilż’1956 zaowocowała współpracą międzynarodową, stypendiami i stażami w USA, co jednak niebawem miało się stać solą w oku komunistycznych decydentów PRL. Póki jednak towarzysz Wiesław kokietował społeczeństwo, udało się Choynowskiemu stworzyć absolutnie pionierską Pracownię Psychometryczną pod auspicjami Polskiej Akademii Nauk. Kierował nią aż do końca lat sześćdziesiątych i to dzięki niej grono wtajemniczonych nazywa go dziś twórcą polskiej psychometrii. W pracowni Choynowskiego stosowano - uwaga - pierwszy produkowany seryjnie (w zakładach Elwro) polski komputer UMC-1 (Uniwersalna Maszyna Cyfrowa). I znów pachnie Lemem...

 

Jak wspominała wieloletnia zastępczyni Choynowskiego, Maria Manturzewska w „Przeglądzie Psychologicznym” 3/2002, dążenie jej szefa do międzynarodowej integracji i współpracy polskich psychometrów z wiodącymi ośrodkami Zachodu i Europy Środkowej, nie przystawało zupełnie do ksenofobicznej rzeczywistości i czasów Moczara. Pracownię zlikwidowano a jej twórcę zmuszono do emigracji, jak dziesiątki tysięcy przedstawicieli polskiej inteligencji i świata kultury, nie tylko żydowskiego pochodzenia. A mogło być - i przez lata było! - tak ciekawie, owocnie, pożytecznie... Przecież już w czasach Konwersatorium na UJ Manturzewska uczestniczyła w pracach Choynowskiego nad pierwszym polskim testem inteligencji, w którym razem z... Lemem, a jakże, uzyskali maksymalny iloraz: 180. A gdyby takiemu zespołowi pozwolić kontynuować pracę, kto wie, kiedy i jakie sieci neuronowe powstałyby nad Wisłą...

 

Emigrant

 

Choynowscy wyjechali do Stanów Zjednoczonych w tym samym czasie, co ich zaprzyjaźnieni sąsiedzi z tego samego piętra domu przy Marszałkowskiej 68/70, Julia Hartwig i Artur Międzyrzecki. Poznali się, o dziwo, dzięki Władysławowi Tatarkiewiczowi, który krótko po przydzieleniu obu rodzinom mieszkań w nowo oddanym do użytku budynku, skojarzył ten sam adres. Po prostu całym swym majestatem nakazał nawiązanie kontaktów towarzyskich. Zatem to dzięki Tatarkiewiczowi Szymon Choynowski i Daniela Międzyrzecka mieli wspólną opiekunkę, przed którą chowali się w łazience.

 

W obliczu emigracyjnych rozterek, obaw, problemów codziennego życia, lata gomułkowskiej małej stabilizacji, szczególnie te pierwsze, mogły się wydawać siermiężną, ale swojską sielanką. Emigranci nie tylko układali sobie życie w obcym środowisku, w obcym języku, obcej kulturze, ale przede wszystkim nie wiedzieli, na jak długo to robią. Czy kiedykolwiek wrócą na stałe do Polski, czy w ogóle ją jeszcze zobaczą. W wydanej w 2012 r. korespondencji z Anną i Jerzym Turowiczami, Julia Hartwig pisała o wspólnocie tęsknoty i trudnej akomodacji za oceanem. W liście z Iowa City z 8 lipca 1972 dostrzegała podobieństwo losu swojej córki i syna Choynowskich: Czy tęskni? Na pewno. Ale jakby mniej dotkliwie. Trochę ją jakby pocieszyło, że syn naszych sąsiadów, Śmieciów, w podobnej sytuacji: przenoszą się teraz z Malmö do Mexico City, i nawet będą w sierpniu przez N. Jork przejeżdżać. Bardzo się Daniela z tym Szymkiem przyjaźniła, więc ją trochę to podobieństwo sytuacji wspiera. Na początku swego wygnania Choynowscy mieszkali zatem w Szwecji. A żartobliwe i pieszczotliwe określenie Śmieciowie wzięło się oczywiście ze zdrobniałego imienia głowy rodziny. Z przypisów opracowanych przez Jana Strzałkę dowiadujemy się, że Mieczysław Choynowski wykładał w Kanadzie i Szwecji. (...) Wydał ponad czterdzieści prac i monografii. (...) przyjaźnił się także z Anną i Jerzym Turowiczami, uczestniczył w wieczorze sylwestrowym 1944 r. w Goszycach, uwiecznionym w opowiadaniu Jana Józefa Szczepańskiego „Koniec legendy”.

 

Z ostatniego wojennego Sylwestra u państwa Kernów, teściów Jerzego Turowicza, znali się też z Czesławem Miłoszem. Obaj zostali sportretowani przez Szczepańskiego – Miłosz jako poeta Wielgosz, Choynowski jako warszawski socjolog Siciński. Postaci te łączy krytyczny stosunek do powstania warszawskiego i polskiej skłonności do zbrojnych, romantycznych ale pozbawionych militarnego i politycznego sensu uniesień. Opowiadanie przeszło do historii literatury polskiej, komentowane m.in. przez Adama Michnika w więziennej książce Z dziejów honoru w Polsce. Honoru Choynowskiego broniła wiele lat później m. in. Anna Tatarkiewicz w „Przeglądzie” nr 6/2002: Adam Michnik (...) Sicińskiemu natomiast przypisał wszystko, co najgorsze, imputując, że prezentowana przez niego postawa wobec naszej historii musiała po wojnie owocować skrajnym oportunizmem. W środowisku naukowo-literackim na ogół wiadomo było, ze w osobie Sicińskiego J.J. Szczepański (wówczas młody pisarz, pozostający pod wrażeniem doświadczeń wojennych) nakreślił złośliwą podobiznę socjologa Mieczysława Choynowskiego (1909-2001), nie przesądzając jednak dalszych jego losów. A wyglądały one całkiem inaczej niż to w swej książce "dopisał" Adam Michnik. Z racji swej bezkompromisowej postawy Mieczysław Choynowski padł ofiarą dyskryminacji ze strony władzy PRL i ostatecznie wyemigrował do Meksyku, gdzie doceniono jego możliwości intelektualne. Książka "Z dziejów honoru" swego czasu dotarła do Mieczysława Choynowskiego, który był nią dotkliwie urażony i z oddali podejmował próby autorehabilitacji, niestety daremne. Słowa mogą koić i ranić, łagodzić i jątrzyć. Dlatego - jak niektórymi lekami - trzeba posługiwać się nimi bardzo rozważnie.

 

Choynowscy spędzili ostatnie 30 lat życia w Meksyku, gdzie Mieczysław kontynuował pracę naukową. Doczekał się najwyższych odznaczeń przyznawanych w Meksyku obcokrajowcom. Razem z Jerzym Plebańskim, wybitnym fizykiem, dawnym prorektorem Uniwersytetu Warszawskiego, który w 1973 wyemigrował do Meksyku, został odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Zasługi RP za wybitne zasługi w rozwijaniu polsko-meksykańskiej współpracy naukowej. Trudno powiedzieć, czy była to wystarczająca rehabilitacja i wyraz uznania ze strony państwa polskiego. Jego żona Hanna w 2007, będąc już 90-letnią wdową, wystawiała tam swoje abstrakcyjne kompozycje malarskie. Ich syn Szymon vel Simon Chase ukończył studia artystyczne na Cal Arts w południowej Kalifornii. W latach osiemdziesiątych wykładał na wydziale produkcji filmowej University of Regina w kanadyjskim Saskatchewan. Później przenosił się kilkakrotnie - do Montrealu, Vancouver i wreszcie do Meksyku, gdzie opiekował się na starość chorymi rodzicami. Po ich śmierci sam niestety zakończył życie w listopadzie 2011. W żadnym kraju nie poczuł się już jak u siebie, jak kiedyś w Warszawie.

 

Eponim

 

Wróćmy do Mieczysława Choynowskiego. Okazuje się, że wśród mieszkańców Marszałkowskiej 68/70 nie tylko Maria Dąbska ma swój eponim (guz Dąbskiej). W diagnostyce neuropsychologicznej, między innymi u pacjentów z amnezją, demencją, zaburzeniami o podłożu organicznym, uszkodzeniami mózgu np. po kleszczowym zapaleniu mózgu, stosuje się skalę pamięci Choynowskiego z 1963. Jej poszczególne podskale pozwalają na ocenę wzrokowo-przestrzennej oraz werbalno-słuchowej pamięci bezpośredniej i odroczonej. W 1971 Mieczysław Choynowski opracował też razem z Barbarą Kostro używaną do dziś polską wersję testu piętnastu słów Reya, służącego do pomiaru pamięci werbalnej, np. u dzieci z dysleksją. Zarówno skala pamięci Choynowskiego, jak i test piętnastu słów stanowią standardowe wyposażenie szpitalnych pracowni psychologii klinicznej, narzędzie pracy neurologów, neuropsychologów, psychiatrów, psychologów, psychoterapeutów czy rehabilitantów.

 

Powojenne publikacje Choynowskiego zahaczały o różne gałęzie nauki:

- 1948 Studium krytyczne Czy filozofia jest nauką – odbitka w „Przeglądzie Filozoficznym”

- 1957 Założenia cybernetyki a zagadnienia biologii, Państwowy Zakład Wydawnictw Lekarskich

- 1964 Metody i wyniki psychologii przemysłowej - podręcznik z zakresu psychologii pracy

- 1971 Test Bender-Koppitz dla dzieci od 5 do 10 lat: podręcznik - z Januszem Kostrzewskim, Polskie Towarzystwo Higieny Psychicznej

- 1972 Skrócony podręcznik do testu „Nastroje i Humory” A. H. Bussa i A. Durkee

- 1989 Witkacy, ślub i religia – „Sztuka” nr 4

- 1989 Samotność i wyobraźnia – eseje z komentarzem autobiograficznym, londyńska Oficyna Poetów i Malarzy

- 1998 Agresywność. Pomiar i analiza psychometryczna, Polskie Towarzystwo Psychologiczne

Zajmował się także tłumaczeniem traktatów naukowych.

 

No dobrze, ale Mieczysław Choynowski miał już 36 lat, gdy skończyła się II wojna światowa. Czym zajmował się wcześniej? Okupację można by mu darować – mógł spędzić wojnę w obozie, oflagu, łagrze, u generała Maczka albo po prostu zarabiając na chleb dla rodziny. Ale nawet gdyby był wiecznym studentem, studiowanie nie zajęłoby mu 12 lat dorosłości: 1927-1939. Zanudziłby się śmiertelnie. A wiedząc już, jak niestrudzonym i wszechstronnym był później badaczem, należy podejrzewać, że i przed wojną nie próżnował. I rzeczywiście...

 

Awangardowy artysta

 

Zaskakujący był już cytat z eseju Rozmowy istotne Witkacego. Dwugłos polemiczny Bohdana Michalskiego: Młodszą od Witkiewicza o jedno pokolenie grupę „rozmówców istotnych" stanowili filozofowie: Bolesław Miciński, Mieczysław Choynowski i przede wszystkim Jan Leszczyński. Witkiewicz nie był uczonym uniwersyteckim i nie miał uczniów w ścisłym tego słowa znaczeniu. Z kolei jego filozofia nie miała kontynuatorów, tym niemniej poprzez swoje dokonania teoretyczne (nie tylko artystyczne) był dla początkujących filozofów autorytetem i w pewnym sensie ich mistrzem.

 

Od słowa do słowa, a raczej od linku do linku i wyłoniła się sylwetka awangardowego artysty, wybierającego najbardziej oryginalne techniki, tworzywo, media i najbardziej oryginalne towarzystwo. Już na przełomie lat 20. i 30. Choynowskiemu, dwudziestoletniemu wtedy młokosowi, powierzano projektowanie witryny słynnych „Wiadomości Literackich” Mieczysława Grydzewskiego. Innymi jej twórcami byli Jerzy Zaruba, Feliks Topolski, Jerzy Hryniewiecki, Edward Manteuffel-Szoege, Antoni Wajwód. Dekoracje odnosiły się do aktualnych wydarzeń politycznych, premier teatralnych i literackich. Były szeroko komentowane, cieszyły się ogromną popularnością warszawskiej inteligencji.

 

Choynowskiego w tym czasie pasjonowały szarady, krzyżówki i inne tego typu rozrywki umysłowe. Brał udział w konkursach ogłaszanych przez tygodniki „Tydzień Radiowy” i „Naokoło Świata” – nie tylko nadsyłał z Poznania poprawne rozwiązania, opracowywał też własne. W latach dwudziestych XX wieku uczestnicy takich konkursów musieli się popisać talentem plastycznym, wkomponowując krzyżówki w rysunki, grafiki, karykatury czy kolaże własnego autorstwa.

 

 Na początku lat trzydziestych, gdy jeszcze kino - X Muza - uważane było za rozrywkę niższego rzędu, na pewno nie za gałąź sztuki, fascynacja nowoczesnymi formami wyrazu i rozwijającą się, coraz bardziej wszechobecną techniką, doprowadziła Choynowskiego do członkostwa w zarządzie Stowarzyszenia Miłośników Filmu Artystycznego START. Była to awangardowa grupa propagatorów filmu artystycznego i użytecznego społecznie. Tworzyły je późniejsze tuzy polskiego kina: Aleksander Ford, Jerzy Toeplitz, Wanda Jakubowska, Jerzy Zarzycki, Eugeniusz Cękalski (pierwszy prezes). Zebrania dyskusyjne i odczyty skierowane do różnych grup docelowych poprzedzały pokazy ambitnych filmów, które odbywały się w Instytucie Filmowym w Pałacu Staszica przy Krakowskim Przedmieściu do 1934 r.

 

W maju 1936 (nr 19) całą stronę tytułową „Wiadomości Literackich” zajęła Rozprawa z rasizmem Mieczysława Choynowskiego. Był to niezwykle mocny, jednoznaczny, bezkompromisowy tekst, który nie pozostawiał złudzeń, co do linii politycznej tygodnika, jak i poglądów autora. Rozmiar i umiejscowienie swoistego wyznania niewiary świadczyły o absolutnym zrozumieniu i poparciu ze strony Grydzewskiego. Artykuł zamieszczony na drugiej stronie, Humor rzeczy fatalnych autorstwa Tonia Sobańskiego, był niejako rozwinięciem Rozprawy z rasizmem, skierowanym przeciw polityce hitlerowskiej Rzeszy w Wolnym Mieście Gdańsku. Warto przytoczyć kilka akapitów dowodzących przewagi nauki nad wiarą, rozumu nad przesądem, życzliwej ciekawości świata nad lenistwem ulegania stereotypom: Łatwiej jest wierzyć niż myśleć i ludzie wierzą taksamo w Talmud jak i w psychoanalizę, taksamo w rasizm jak i w Ewangelję. (...) Nie można przejść do porządku nad teorjami, które grożą podpaleniem świata. W imię narodu i rasy popełnia się dziś zbrodnie, jakich poza polityczną, nie ważyłaby się sankcjonować żadna inna moralność. Mit rasowy przytacza pseudonaukowe argumenty, które działają na prymitywne umysły, a tłum przyjmuje nie tę teorię która jest prawdziwa, ale tę która mu się podoba. (...) Znajomość prawdy słabiej działa na masy od poczucia nienawiści. Istotnym motywem rasizmu i antysemityzmu są nie etnologiczne lub gospodarcze uzasadnienia, lecz uczucia, skierowane przeciw odróżniającym się czemś grupom. Przerażająco aktualne... Niestety w monografii Małgorzaty Szpakowskiej „Wiadomości Literackie” prawie dla wszystkich wydanej we wrześniu 2012, nie ma wzmianki o Mieczysławie Choynowskim.

 

Fotomontażysta

 

Jeśli chodzi o XX-lecie międzywojenne to jednak przede wszystkim Choynowski był pionierem konstruktywistycznego fotomontażu. „Wiadomości Literackie” publikowały je nieraz: inspirowany Mahatmą Gandhim Mały, niepozorny człowieczek, Dziwność istnienia (1931), Koło udręki, To be or not to be (1932). Łatwo daje się zauważyć antyklerykalizm autora. Technikę fotokolażu i fotomontażu uprawiali wówczas nieliczni, lewicowi artyści, zazwyczaj optymistycznie i pacyfistycznie nastawieni do zdobyczy cywilizacji, wyczuleni na nierówności społeczne, tacy jak Mieczysław Szczuka, Teresa Żarnowerówna, Mieczysław Berman, Władysława Daszewski. Może nieco bardziej komercyjni, mniej idealistyczni byli graficy Kazimierz Podsadecki i Janusz Maria Brzeski, związani początkowo z kręgiem krakowskiej Zwrotnicy. Ważna w ponownym odkrywaniu twórczości Choynowskiego była wystawa w Pałacu w Wilanowie Witkacy i inni. Z kolekcji Stefana Okołowicza i Ewy Franczak (16 czerwca - 15 sierpnia 2011). Krzysztof Jurecki pisał o tym wydarzeniu: Wielkie znacznie miało zaprezentowanie nieznanych prac Mieczysława Choynowskiego, zarówno aktów służących do tworzenia fotomontaży w typie późniejszych prac Zdzisława Beksińskiego, jak i zdjęć z cieniami ujętych z żabiej perspektywy w formule nowoczesnej fotografii z Bauhausu. Choynowski jest jednak przede wszystkim wybitnym fotomontażystą (prace z lat 1938–1942, które kontynuują postulaty awangardy z lat 20.-30). Krytyce podlega zarówno amerykańska cywilizacja, jak i „polska sztuka”. Zaskakująco współcześnie i jednocześnie pop–artowo wyglądają montaże łączące kulturystyczne torsy męskie z kobiecymi głowami pięknych „kinowych” postaci. A więc mamy tu także krytykę polskiego przemysłu kinowego. Jestem przekonany, że mało znana postać Choynowskiego doczeka się dalszych interpretacji.

 

Pierwsza na świecie retrospektywa fotomontażu miała miejsce w Niemczech w 1931. W tym samym roku Choynowski rozpoczął stałą współpracę z „Wiadomościami Literackimi”. Bardzo szybko wzmacniał w nich swoją pozycję. W czerwcu 1932 (sześć zagadek w nr. 25 i sześć w lipcowym nr. 29) redakcja ogłosiła Konkurs rekwizytów teatralnych: Mieczysław Choynowski, dobrze znany naszym czytelnikom ze swoich świetnych fotomontaży, daje w 12 rysunkach syntezy 12 polskich sztuk teatralnych autorów żyjących i nieżyjących, granych lub ogłoszonych drukiem. Rysunki oparte są przedewszystkiem na rekwizytach, potrzebnych do wystawienia tych sztuk, wchodzą w nie jednak – poza rekwizytami w ścisłem znaczeniu tego słowa – także ich motywy i cechy charakterystyczne.

 

80 lat po powstaniu Ameryki (w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie) - najbardziej rozpoznawalnego wśród koneserów sztuki jego kolażu - dawni przyjaciele sugerują, że w pracach Choynowskiego można wyczuć jego trudny charakter, to, że potrafił być niechętny ludziom. Rzeczywiście jego dzieła cechuje chłód, dystans; raczej przestroga niż pociecha. Nie są zabawne ani śmieszne, a wręcz przerażające, jak chociażby Wojna (1931). I może to zemściło się na artyście – może dlatego nie znalazł się dotąd żaden opiekun dorobku artystycznego i naukowego Mieczysława Choynowskiego, nie podarował mu biogramu w Wikipedii. Choynowski nie miał w Polsce monograficznej wystawy, nie wydano jego biografii, mimo że mogłaby być barwna, wręcz fascynująca, na pewno wielowątkowa.

 

Poza pracami z kolekcji Stefana Okołowicza, największy zbiór fotografii a także obraz olejny Mieczysława Choynowskiego posiada obecnie Antykwariat Kwadryga – nasz sąsiad z Wilczej 29 A lok. 25. Są tu portrety profesorów: Władysława Witwickiego, Tadeusza Kotarbińskiego, są fotografie przedstawiające dłonie, fragmenty lokomotyw i wreszcie akty kobiece, powstałe w głównie w pierwszej połowie lat czterdziestych. Losy negatywów są na razie nieznane. Opisy fotografii wskazują wyraźnie, że powstały w czasie okupacji.

 

Uczeń Witkacego

 

Janusz Degler tłumaczył w przypisach do III tomu Witkacego Listów do żony (1932-1935), że Mieczysław Choynowski w czasie wojny prowadził w Warszawie zakład fotograficzny (...) Po okresie represji i likwidacji Pracowni wyjechał do Norwegii [raczej do Szwecji – przyp. PP], następnie do Meksyku, gdzie pracował w La Universidad Pedagógica Nacional, aż do przejścia na emeryturę. (...) Witkacy był autorem recenzji pracy magisterskiej Choynowskiego. Pisał ją w kwietniu 1938 podczas pobytu w Nowym Sączu (autograf w Bibliotece Jagiellońskiej). Listy Witkiewicza do Choynowskiego zostały zarekwirowane na granicy przy jego wyjeździe z Polski i po 1990 r. przekazane do Biblioteki PAN w Warszawie (kserokopie w archiwach domowych Anny Micińskiej i Stefana Okołowicza). Choynowski w latach trzydziestych mieszkał we Włochach przy ul. Pocztowej 3 (przypis do listu 759). Sztuka stała się więc odskocznią artysty od brutalnej codzienności.

 

Trudno się oprzeć wrażeniu, że zarówno redaktor pomnikowej, mitycznej wręcz edycji dzieł Witkacego, Papież Witkacologii Janusz Degler, jak i cały komitet redakcyjny, odkrywali postać Choynowskiego stopniowo, w miarę chronologicznego wzrostu jego roli w korespondencji Witkiewiczów. W pierwszym tomie postać ta nie pojawiła się ani w listach, ani w przypisach. W latach 1923-1927 Choynowski był przecież nastolatkiem, to zrozumiałe. W drugim tomie Listów... z lat 1928-1931 pojawił się na dwóch stronach, ale omyłkowo jako Piotr Choynowski. Tymczasem kontekst tego przypisu był bardzo ciekawy. Okazało się, że to Mieczysław Choynowski był autorem najwcześniej spisanej relacji Czesławy Oknińskiej-Korzeniowskiej o okolicznościach samobójstwa Witkacego. Relację tę spisał prawdopodobnie w 1939, po powrocie Czesi do Warszawy, opublikował 46 lat później w paryskiej „Kulturze”. Sprostowano to w Aneksie II do tomu III - Poprawkach i uzupełnieniach przypisów do listów z II tomu. Zwięzłe, niemal faktograficzne sprawozdanie spisane przez Choynowskiego – weredyka, co podkreślał Lem - odróżniało się od kolejnych, nie tak wiernych, mniej dokumentalnych, mocniej fabularyzowanych, spisywanych do lat 70. przez różne osoby.

 

Ostatni tom listów Witkacego do Jadwigi przyniósł niewiele dodatkowych informacji o Choynowskim. 25 marca 1936 pisał z Zakopanego do żony: Co się dzieje z Choynowskim. Czy tego nikt nie wie i jego adresu. Zguba musiała sama się odnaleźć i napisać do swego nauczyciela, bo już 20 kwietnia 1936 Witkacy odpisał do Choynowskiego na karcie pocztowej, zacytowanej w przypisie do listu 977: Kochany Mieciu: Dziękuję Ci za kartkę. Cieszy mnie, że dobrze, bo mi się zdawało, że w marcu miałeś demon[iczne] przeżycia. Czy mi się śni, żeś odebrał u Niny Syntax Carnapa.  D o n i e ś   m i   o   t y m   zaraz, o ile można. Ja piszę krytykę Wittgensteina (masę tumanowatości) i <<niemyte dusze>>. U mnie było b. niedobrze – teraz niby lepiej, ale niewyraźnie. Byłem kolejką na Kasprowym. Dość morowe wrażenie. 300 m pod spodem. Zjeżdżałem na nartach. Ściskam Cię serdecznie. R[odzinne] P[ozdrowienia]. Mowa tu o Logicznej składni języka - najsłynniejszej pracy Rudolfa Carnapa (1891-1970), niemieckiego filozofa, logika i matematyka, programowo zwalczającego metafizykę, radykalnego pacyfisty, współtwórcy Koła Wiedeńskiego, którego Choynowski wielokrotnie później cytował, propagował wśród studentów i tłumaczył na język polski.

 

Witkacy ewidentnie martwił się o młodszego o całą generację przyjaciela, omawiał i podsuwał lektury, dzielił się wrażeniami. Poufały, wręcz ojcowski stosunek do Miecia, był dużym komplementem dla początkującego filozofa. Obaj byli eksperymentatorami, fanami filmu i nowoczesnych środków ekspresji. Choynowski niewątpliwie podziwiał mistrza. Już w „Naokoło Świata” z grudnia 1932 (nr 104) ogłosił artykuł Model i Artysta – istny pean na cześć sztuki malarskiej i zdolności psychoanalitycznych Witkiewicza. Z entuzjazmem, wręcz fascynacją pisał o znawstwie dusz ludzkich, mistrzostwie osiąganym zarówno w naturalistycznych, jak i abstrakcyjnych typach portretów. Zachwycał się także ciekawą książką o narkotykach, słusznie dostrzegając w najróżniejszych używkach narzędzie pracy i eksperyment artystyczno-psychologiczno-filozoficzny, a nie nałóg czy degrengoladę.

 

Jadwiga Witkiewiczowa wspominała: Gdy miał ranek wolny od klientów, kilka godzin poświęcał na rozmowy filozoficzne; przychodzili do niego: Mieczysław Choynowski, Bolesław Miciński, kuzyn Stasia – Tadeusz Pietrzkiewicz i inni, ale ci najczęściej.

 

Jak widać, mimo wieloletnich i szczegółowych badań, znaczenie i dorobek niektórych bliskich Stanisława Ignacego Witkiewicza wciąż nie zostały w pełni odkryte.

 

Załączone tu fotografie prezentujemy dzięki uprzejmości Antykwariatu "Kwadryga" www.kwadryga.com

 

Fotomontaże pochodzą z kwerendy w rocznikach „Wiadomości Literackich”, „Naokoło świata” i innych czasopism XX-lecia międzywojennego, prowadzonej przez autora. 

Fotografie